Prezent dla małego Wiktorka.

Moja koleżanka urodzi synka najprawdopodobniej w połowie listopada. Ponieważ w czasie ciąży mocno wkręciła się w doodle i kolorowanie postanowiłam jej synkowie zrobić prezent adekwatny do hobby mamy :P

Kupiłam body Mothercare, które wygląda jak kolorowanka :)

20151021_102245

Kupiłam też flamastry do malowania tkanin Tchibo i z Gajką na kolanach pracowałyśmy dzielnie kilka wieczorów :)

20151021_102430

Efekt wyszedł całkiem fajny.

20151025_215719
20151025_215801

Potem utrwaliłam kolor żelazkiem tak jak nakazywał producent i wyprałam. No i tu totalna klapa, kolor się sprał a białe fragmenty zrobiły się różowo/niebieskie. Do kitu!!!! Flamastry Tchibo totalnie mnie zawiodły! :(

Doodle w natarciu

Postanowiłam zacząć kolorować, a co :P W końcu całe dzieciństwo to robiłam, więc i teraz mogę :) Wybrałam – jak mi się wydawało – najprostszy rysunek z mojej boskiej kolorowanki „Inwazja Bazgrołów”, odkopałam jeszcze nie ruszane Promarkery i zabrałam się do dzieła!

Ha! Jednak sprawa była trudniejsza niż mi się wydawało. :P Okazało się, nie mam pojęcia o dobieraniu kolorów, cieniowaniu, a na dużych powierzchniach totalnie poległam :P Nawet trzymanie się linii i dokładne wypełnianie poszczególnych elementów okazało się trudne ;) Trudne też było powstrzymanie mojego dziecka przed zjedzeniem i kolorowanki i flamastrów :/ Oczywiście nie dała się zwieść zwykłą kolorowanką i zwykłymi pisakami i podbierała moje!

No ale pierwsze koty za płoty. Moja pierwsza kolorowanka, którą kolorowałam zawzięcie dwa wieczory wygląda tak :P (Proszę tu się nie zanosić głośnym śmiechem! Wszystko słyszę!)

20150718_105328
20150718_105409
20150718_105432
20150718_105440

Kolory w rzeczywistości wyglądają lepiej, ale to mój kolejny problem – nie umiem robić zdjęć, ani ich odpowiednio obrabiać! W tym roku postaram się zacząć, ale w przyszłym już ostro ruszam z nauką fotografii lustrzanką cyfrową ( której nawet jeszcze nie posiadam :/). Będę musiała też kiedyś opanować Photoshopa :P Ach tyle planów i tak mało czasu!